Świat muzyki hybrydowej. The World of Hybrid Music.
To drzewo, jak i nazwa mają wiele znaczeń. Mowa o korzeniach, historii, genealogii, naturze, a wszystko to znajdzie swoje odzwierciedlenie w muzyce. Nie da się żyć bez drzew... Ola Turkiewicz

WRACAJĄC DO KORZENI… Lirnik z Podola

Anonim. Lirnika z przewodnikiem (powodyrem) z lat 1870-80 z okolic Kamieńca Podolskiego (zbiory Muzeum Lubelskiego).

Fot. Anonim. Lirnik z przewodnikiem (powodyrem) z lat 1870-80 z okolic Kamieńca Podolskiego (zbiory Muzeum Lubelskiego).

(…) Prowodyr z dziadem przydybali nareszcie do karczmy.
Weszli do wielkiej izby, szynkownej niby sala taneczna. Przy oknach długi stół od brzegu do brzegu ściany. Izba nieprzewietrzana, pełna była zaduchu i jakiegoś kwaśnego zapachu – piwa, gorzałki, miodu zmięszanych oddawna i niby wiszących w powietrzno.
- A ten chłopczyna, to wasz didu? – zapytał.
- On sierota – niemowa. Ot, wodzimy się po świecie – on mnie wodzi, a ja za niego o jałmużnę proszę.
- Usiedli przy stole. Zamilkli obaj na chwilę. To samo zrobił prowodyr Hnatka. Dziad odezwał się znowu:
- A skądże wy rodem? Taki tutejszy?
Podróżny chciał powiedzieć: z Tetyjowa, a później pomiarkował, że to za blisko – dziad może znać te okolice, pocznie wypytywać – można się łatwo zaplątać:
- Z Konstantynowa – odpowiedział.
Podróżny lirnik wydobył z torby chleb, sól, czosnek i słoninę w jedną szmatkę płócienną zawinięte, ułożył to na stole i kawałek chleba, żuje, powoli począł, słoniną go smarując i lekko solą posypując, po chwilce odłożył. Widać lirnikowi chleb nie smakował.
Dziad głową pokręcił,
- Daleki świat, nie byłem tam nigdy.
- A wy?
- Ja z niedaleczka…. z Lichaczychy…
Hnatkiem mię nazywają – takie już imię. (…)

Opowieść ze strzępów Gazety Lwowskiej z 1919 rok

Świety Gaj. Mazurska baśń.

Swiety gaj

Fot. Sylwia Ossowska

Dawno, dawno temu, tu gdzie dziś rozciągają się Mazury, znajdowały ziemie Prusów. Jedną z krain, od słowa „Galas”, znaczącego kraj świata, Prusowie nazwali Galindia. Żyło tu miłujące pokój, rolnicze plemię Galindów. Czcili oni Słońce i Księżyc, wiatry co w cztery strony świata wiały, a także pioruny i grzmoty, których się nie lękali. Oddawali cześć zwierzętom i roślinom, a święte gaje otaczali kultem. Przez setki lat wiedli spokojne życie. Jednak pewnego dnia, pogodne zwykle, niebo nad Galindią zasnuły czarne chmury zwiastujące koniec starego świata. W ślad za chmurami nadciągnęły hordy Rycerzy Ciemności, które wprowadzając nowy porządek i religie przywiezione z daleka, siały ból, śmierć i zniszczenie. Kiedy Ciemność opanowała już wszystkie ziemie Prusów, Jaćwięgów i Galindów, te bez swoich mieszkańców Wielka Pustką się stały. I tylko jedno miejsce nie wciąż nie dawało się wchłonąć czarnym chmurom, dając wiarę, że Ciemność można pokonać. Był to Święty Gaj na długim półwyspie, który mocą głębokiego jeziora i czterech wiatrów skutecznie opierał się nowemu porządkowi świata. Wystraszyła się Ciemność tej wielkiej odwagi prostych rolników i ich niezłomności. Im dłużej trwał opór Galidów, tym większy był strach Ciemności, że Święty Gaj stanie się zarzewiem zwycięskiego powstania zjednoczonych Prusów. I zebrały się na jej apel wszystkie siły zła i nadciągnęły niezliczone posiłki z daleka. Otoczona przez nawałę Rycerzy Ciemności, siódemka galindzkich wojowników przez siedem dni broniła Świętego Gaju na półwyspie Czterech Wiatrów, wprawiając w zdumienie ciężkozbrojnych najeźdźców. Codziennie jeden z Galindów oddawał życie, aż na siódmy dzień zapanowała przejmująca cisza. Świadkiem odwagi ostatnich Galindów był mały chłopiec imieniem Waga, który ocalał ukryty w jarze na skraju polany. Ostatnim stawiającym opór był jego ojciec, który sam jeden bronił przesmyku leśnego wiodącego do Świętego Gaju, kładąc trupem setki ciężkozbrojnych. Wprawiło to w zdumienie rycerzy Ciemności, a idący za nimi Kapłan wiedział, że to nie tylko tych siedmiu śmiałków, ale niezwykła moc tego miejsca zdolna była przeciwstawić się potędze Ciemności. Nakazał więc swoim siepaczom wyciąć po kolei każde z drzew. Jednak drzewa okazały się twardsze od stali i trwały niczym skamieniałe. I miotali się rycerze Ciemności i wszystkie miecze połamali a siekiery potępili. Kiedy zrozumieli, że nie są wstanie zniszczyć tego miejsca orężem, naznosili mnóstwo chrustu by spalić Święty Gaj, jak to robili wielokrotnie wcześniej. Wtedy jednak nadciągnęła burza z piorunami i gromami, jakiej nigdy przedtem i nigdy potem nie było dane im zobaczyć. W środku lata spadł śnieg i zapanowało dojmujące zimno. Przerażenie, wycieńczenie i głód pokonały ciężkozbrojne rycerstwo, które w panice rzuciło się do ucieczki. Wielu z nich potonęło na bagnach, które zamarzały nad ich ciałami. Innych rozszarpały dzikie zwierzęta, przetrwali nieliczni. Kiedy zapanowała cisza ocalały z pogromu Waga wyszedł z kryjówki, postanowił zamieszkać w gaju. Jego świat został zniszczony do ostatniego kamienia, został na świecie sam jak palec. Ocalało jedynie święte miejsce jego przodków. Waga zaopiekował się pokaleczonymi drzewami, które traktował jak braci. Poranione pnie smarował woskiem pszczelim i podpierał gałęziami by odzyskały siły. Zrytą krzyżackimi toporami ziemię wokół korzeni, umacniał kamieniami. Święty Gaj odpłacał się Wadze schronieniem, dbając o to by chłopiec miał co jeść i gdzie się schroni w czasie niepogody. Rycerze ciemności wielokrotnie próbowali wrócić i dokończyć dzieła zniszczenia widząc z daleka jasny krąg błękitu nad Świętym Gajem. Jednak puszcza i cztery wiatry skutecznie mieszały im zmysły, tak że błądzili na bagnach, nigdy nie odnajdując drogi do świętego miejsca. Minęło wiele lat. Właściwie nie wiadomo co się stało z Wagą, słuch po nim wszelki zaginął. Ponoć serce mu pękło z tęsknoty za swoim ludem. Czasami tylko w starej puszczy można natknąć się na pokaleczone drzewa, które miotają się zastygłe w krzyku, a ich rany nigdy się nie zasklepiają. Zaopiekujcie się takim świętym drzewem, gdy spotkacie je na swojej drodze, tak jak Waga czynił to przed setkami lat, a ono z pewnością odwzajemni się Wam swoją tajemną mocą i energią.

Jacek „Wiejski” Górski

Axis Mundi czyli symbolika Projektu Arboretum

DabAxis mundi  (z łac., oś kosmiczna, oś świata) to pradawna idea środka świata, uważanego za stabilny element Wszechświata. Definiowana jest w wielu kulturach, również jako Słowiańska Oś Świata.

Według  dawnych wierzeń na osi następuje zatrzymanie czasu, przez co możliwy jest pełny kontakt zarówno z przeszłością, jak i z przyszłością. Axis mundi  było miejscem najświętszym ze świętych. W wielu kulturach stanowiło podstawową koncepcję kosmogonii, kreacji Kosmosu, biogenezy a nawet antropogenezy – zazwyczaj wierzono, że od Axis mundi rozpoczęło się stwarzanie świata.

Wyobrażeniem  osi świata w różnych kulturach były: góra kosmiczna, drzewo kosmiczne, filar, kolumna lub słup (te ostatnie mają wtedy dodatkowy sens – są wspornikami niebios).

Pod postacią ogromnego drzewa wszechświat wyobrażali sobie wikingowie. Nawiązania do drzewa kosmicznego pojawiają się w powieściach fantastycznych Lidii Mai Kossakowskiej (Zakon Krańca Świata, Ruda sfora) oraz Dana Simmonsa (Hyperion, Endymion).

ETNOMITOLOGIA – BRZEGINIA

Fot. Ola Turkiewicz BRZEGINIA (ukr. Берегиня, Berehynia). Inaczej beregynia od starosłowiańskiego słowa pregynia, oznaczającego zbocze porośnięte lasem.
Brzeginie często utożsamiane były z rusałkami czy mamunami. Te żeńskie demony miały być duszami dziewcząt, które utonęły. Według wierzeń ludowych strzegły ukrytych skarbów. Zamieszkiwały porosłe tatarakiem brzegi rzek, jezior i stawów. Te które, bytowały w okolicach górskich strumieni, opiekowały się szczytami gór, gdzie składano im ofiary. Z reguły były przychylnie nastawione do ludzi, często pomagały im bezpiecznie dotrzeć do brzegu. Przedstawiano je jako młode dziewczyny o długich zielonych włosach.