Świat muzyki hybrydowej. The World of Hybrid Music.
To drzewo, jak i nazwa mają wiele znaczeń. Mowa o korzeniach, historii, genealogii, naturze, a wszystko to znajdzie swoje odzwierciedlenie w muzyce. Nie da się żyć bez drzew... Ola Turkiewicz

Świety Gaj. Mazurska baśń.

Swiety gaj

Fot. Sylwia Ossowska

Dawno, dawno temu, tu gdzie dziś rozciągają się Mazury, znajdowały ziemie Prusów. Jedną z krain, od słowa „Galas”, znaczącego kraj świata, Prusowie nazwali Galindia. Żyło tu miłujące pokój, rolnicze plemię Galindów. Czcili oni Słońce i Księżyc, wiatry co w cztery strony świata wiały, a także pioruny i grzmoty, których się nie lękali. Oddawali cześć zwierzętom i roślinom, a święte gaje otaczali kultem. Przez setki lat wiedli spokojne życie. Jednak pewnego dnia, pogodne zwykle, niebo nad Galindią zasnuły czarne chmury zwiastujące koniec starego świata. W ślad za chmurami nadciągnęły hordy Rycerzy Ciemności, które wprowadzając nowy porządek i religie przywiezione z daleka, siały ból, śmierć i zniszczenie. Kiedy Ciemność opanowała już wszystkie ziemie Prusów, Jaćwięgów i Galindów, te bez swoich mieszkańców Wielka Pustką się stały. I tylko jedno miejsce nie wciąż nie dawało się wchłonąć czarnym chmurom, dając wiarę, że Ciemność można pokonać. Był to Święty Gaj na długim półwyspie, który mocą głębokiego jeziora i czterech wiatrów skutecznie opierał się nowemu porządkowi świata. Wystraszyła się Ciemność tej wielkiej odwagi prostych rolników i ich niezłomności. Im dłużej trwał opór Galidów, tym większy był strach Ciemności, że Święty Gaj stanie się zarzewiem zwycięskiego powstania zjednoczonych Prusów. I zebrały się na jej apel wszystkie siły zła i nadciągnęły niezliczone posiłki z daleka. Otoczona przez nawałę Rycerzy Ciemności, siódemka galindzkich wojowników przez siedem dni broniła Świętego Gaju na półwyspie Czterech Wiatrów, wprawiając w zdumienie ciężkozbrojnych najeźdźców. Codziennie jeden z Galindów oddawał życie, aż na siódmy dzień zapanowała przejmująca cisza. Świadkiem odwagi ostatnich Galindów był mały chłopiec imieniem Waga, który ocalał ukryty w jarze na skraju polany. Ostatnim stawiającym opór był jego ojciec, który sam jeden bronił przesmyku leśnego wiodącego do Świętego Gaju, kładąc trupem setki ciężkozbrojnych. Wprawiło to w zdumienie rycerzy Ciemności, a idący za nimi Kapłan wiedział, że to nie tylko tych siedmiu śmiałków, ale niezwykła moc tego miejsca zdolna była przeciwstawić się potędze Ciemności. Nakazał więc swoim siepaczom wyciąć po kolei każde z drzew. Jednak drzewa okazały się twardsze od stali i trwały niczym skamieniałe. I miotali się rycerze Ciemności i wszystkie miecze połamali a siekiery potępili. Kiedy zrozumieli, że nie są wstanie zniszczyć tego miejsca orężem, naznosili mnóstwo chrustu by spalić Święty Gaj, jak to robili wielokrotnie wcześniej. Wtedy jednak nadciągnęła burza z piorunami i gromami, jakiej nigdy przedtem i nigdy potem nie było dane im zobaczyć. W środku lata spadł śnieg i zapanowało dojmujące zimno. Przerażenie, wycieńczenie i głód pokonały ciężkozbrojne rycerstwo, które w panice rzuciło się do ucieczki. Wielu z nich potonęło na bagnach, które zamarzały nad ich ciałami. Innych rozszarpały dzikie zwierzęta, przetrwali nieliczni. Kiedy zapanowała cisza ocalały z pogromu Waga wyszedł z kryjówki, postanowił zamieszkać w gaju. Jego świat został zniszczony do ostatniego kamienia, został na świecie sam jak palec. Ocalało jedynie święte miejsce jego przodków. Waga zaopiekował się pokaleczonymi drzewami, które traktował jak braci. Poranione pnie smarował woskiem pszczelim i podpierał gałęziami by odzyskały siły. Zrytą krzyżackimi toporami ziemię wokół korzeni, umacniał kamieniami. Święty Gaj odpłacał się Wadze schronieniem, dbając o to by chłopiec miał co jeść i gdzie się schroni w czasie niepogody. Rycerze ciemności wielokrotnie próbowali wrócić i dokończyć dzieła zniszczenia widząc z daleka jasny krąg błękitu nad Świętym Gajem. Jednak puszcza i cztery wiatry skutecznie mieszały im zmysły, tak że błądzili na bagnach, nigdy nie odnajdując drogi do świętego miejsca. Minęło wiele lat. Właściwie nie wiadomo co się stało z Wagą, słuch po nim wszelki zaginął. Ponoć serce mu pękło z tęsknoty za swoim ludem. Czasami tylko w starej puszczy można natknąć się na pokaleczone drzewa, które miotają się zastygłe w krzyku, a ich rany nigdy się nie zasklepiają. Zaopiekujcie się takim świętym drzewem, gdy spotkacie je na swojej drodze, tak jak Waga czynił to przed setkami lat, a ono z pewnością odwzajemni się Wam swoją tajemną mocą i energią.

Jacek „Wiejski” Górski